Na inaugurację Tauron Basket Ligi beniaminek z Zielonej Góry zlał broniących mistrzowskiego tytułu gdynian spod szyldu Asseco Prokomu. Wydawać by się mogło, że sezon zaczął się od sensacji. Ale jak się temu lepiej przyjrzeć, to żadna sensacja. Ba, to nawet nie jest niespodzianka. Bo do Zielonej Góry na mecz inaugurujący sezon gdynianie wysłali zlepek zawodników z łapanki i drugiego trenera Andrzeja Adamka. Zamiast euroligowych gwiazd kibice zobaczyli Frasunkiewicza, Witkę, Mroza, Kostrzewskiego, Łapetę i kilku innych ligowych wyrobników. I ten trójmiejski trzeci garnitur, nie mający wiele wspólnego z mistrzowskim zespołem, montowany pośpiesznie tuż przed startem ligi, nie miał prawa wygrać z solidnym Zastalem.
Rozumiem, że priorytetem Asseco Prokomu są dobre występy w Eurolidze oraz lidze VTB. I pod kątem tych rozgrywek trener Tomas Pacesas może oszczędzać siły najlepszych graczy, ale już zupełne ich chowanie przed polskimi kibicami jest takim samym objawem braku szacunku dla fanów, jak wysyłanie na mecz wyjazdowy w roli pierwszego szkoleniowca własnego asystenta. Co mają powiedzieć kibice innych drużyn, którzy kupią bilety na pojedynek z mistrzami kraju, a zamiast tego dostaną półprodukt w postaci ich zmienników? To sprawia, że obniża się poziom i prestiż całej ligi, a co za tym idzie jeszcze bardziej podupadnie – i tak już mocno nadwyrężony – wizerunek polskiej koszykówki. Dlatego liczę na to, że śladem ambitnego beniaminka z Zielonej Góry pójdą kolejne drużyny, które sprawią lanie gdynianom i w ten sposób zmuszą Pacesasa, by w kolejnych spotkaniach sam pojawił się na ławce trenerskiej i sięgnął po swoje gwiazdy. Zatem bij (pseudo) mistrza, kto może!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz