“Poland stays unbeaten, grabs group B top rank”. Jak miło. Jaka duma! Wchodzę na oficjalną stronę FIBA (Międzynarodowej Federacji Koszykarskiej), która relacjonuje trwające właśnie mistrzostwa świata U-17. Za nami faza grupowa. Przytoczone przeze mnie słowa to tytuł jednego z artykułów. Tak jest, to nie sen. To prawda – Polska po pięciu meczach pozostaje niepokonana i wygrywa grupę B mistrzostw świata! Na imprezie gra tylko 12 najlepszych ekip z całego globu – Polacy pokonali już pięć z nich i są w ćwierćfinale!
Sukcesy naszej seniorskiej koszykówki pamiętają już tylko najstarsi kibice. Bo, nie wypominając nikomu wieku, trzeba mieć nieco wiosen na karku, by być naocznym świadkiem wywalczenia przez biało-czerwonych brązowego medalu mistrzostw Europy pod koniec lat 30. ubiegłego wieku czy srebrnego w 1963 roku, kiedy to EuroBasket rozgrywany był w Polsce. Ostatni medal – brązowy – wywalczyliśmy w 1967 r. A co było dalej? Od mistrzostw Starego Kontynentu w Barcelonie (1973 rok), biało-czerwoni nie zajęli lepszego niż siódme miejsce. Biorąc zresztą pod uwagę „wyczyny” z lat 1993 – 2009, to i owe siódme lokaty były w sumie znakomitymi rezultatami. Od wspomnianego ’93 roku do zeszłorocznych mistrzostw Europy, odbyło się dziewięć EuroBasketów – Polacy wystąpili tylko na trzech z nich! W tym ostatnim, zeszłorocznym, udało nam się wystartować dlatego, bo sami tę imprezę – w średnim zresztą stylu – zorganizowaliśmy. Ostatecznie zajęliśmy na nim 10 miejsce. Nie wspomnę już nawet o mistrzostwach świata, na których nie było nas od dziesięcioleci. Ale co zrobić, skoro przepustką na MŚ jest dobry wynik na ME… Cóż zatem pozostaje kibicom młodego pokolenia (do których mam odwagę zapisać i siebie)? Wyszukiwanie i studiowanie materiałów archiwalnych to wszystko jeśli chodzi o naszą radość z wyników seniorskiej reprezentacji? Aż serce boli, że żyć musimy przeszłością, a konkretnie rokiem 1963. To trochę tak jak z naszą kopaną – legenda mundialu z 1974 roku jest wiecznie żywa. Cieszymy się historią, bo nie widzimy żadnej szansy na przyszłość. Wracając jednak do koszykówki - przełomem miał być zeszłoroczny EuroBasket, rozgrywany w Polsce. Radość z bycia gospodarzem i wielka mobilizacja najbardziej zagorzałych kibiców, mącone były przez słabą organizację i promocję turnieju. Tu ukłon w stronę prezesa, a od pięciu lat także magistra, Romana Ludwiczuka…
Ale pojawiła się nadzieja. I nie mam na myśli planowanego naturalizowania Thomasa Kelati’ego i jego wkładu w nagły postęp naszego poziomu gry. Nadzieja, i to jak najbardziej uzasadniona, tkwi w młodym, naprawdę młodym, pokoleniu koszykarzy. Otóż nasi reprezentanci do lat 17 przynoszą dumę rodakom, dzięki świetnym wynikom osiąganym na trwających właśnie mistrzostwach świata.
Ale po kolei;
Przed rokiem owi kadrowicze zajęli czwarte miejsce na mistrzostwach Europy do lat 16! To najlepszy wynik w historii naszej młodzieżowej koszykówki. Zakończenie imprezy w strefie medalowej oznaczało automatyczną kwalifikacje do tegorocznych mistrzostw globu, które od 2 lipca trwają w Hamburgu. Polacy wygrali na nich wszystkie mecze grupowe, w tym z aktualnymi mistrzami Starego Kontynentu Hiszpanami, i będą faworytem spotkania ćwierćfinałowego, w którym zagrają z Serbią. Także w statystykach nie da się nie zauważyć naszych. Mateusz Ponitka, bezwzględnie lider zespołu, ogrywający się już na I-ligowych parkietach, jest drugim strzelcem mistrzostw (blisko 20 punktów na mecz). Przemysław Karnowski lideruje natomiast w zbiórkach – ponad 12 na mecz. Grzegorz Grochowski, z ponad 5 asystami, jest trzecim podającym mistrzostw świata.
Seniorska kadra w rankingu FIBA zajmuje dopiero 39. miejsce – to i tak lepszy wynik od tego sprzed zeszłorocznych mistrzostw Europy, kiedy zajmowaliśmy lokatę w szóstej dziesiątce… Obecnie przed nami są takie ekipy jak Senegal, Iran czy Nigeria. Wyprzedzają nas też państwa, o których istnieniu nie zdawałem sobie nawet sprawy… Miejmy nadzieję, że młode pokolenie, robiące duże zamieszanie w młodzieżowej koszykówce na świecie, w perspektywie lat zmieni tę sytuację. Być może, idąc za poetą, nasi zastosują się do słów:
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy
(…)
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.
(…)
Razem, młodzi przyjaciele!...
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!
(…)
Przepraszam za ten mickiewiczowski wtręt – lata studiów polonistycznych dają znać o sobie.
Jerzy Szambelan, trener reprezentacji Polski U-17, przed laty – na przełomie lat 80. i 90. – szkolił w młodzieżowej kadrze takie gwiazdy jak Maciej Zieliński. 63-letni Szambelan doskonale zna pokolenie Wójcika, wspomnianego „Zielonego”, Szybilskiego, Jankowskiego, Przeńskiego, Bacika, Kościuka, Tomczyka – czyli zawodników, którzy przez lata stanowili o sile naszej koszykówki. To były ostatnie gwiazdy, próbujące pobudzić do życia nasz basket. Na mistrzostwach Europy w 1997 roku zajęły 7. miejsce, a później przecierały szlaki w Eurolidze.
Ten sam Jerzy Szambelan, który szkolił młodego Zielińskiego i spółkę, powiedział mi kilka miesięcy temu, że obecna kadra z rocznika ’93, jest jeszcze bardziej uzdolniona od tamtego pokolenia. Talent naszych 17-latków, talent na miarę światową – o czym świadczą nie tylko osiągane wyniki w turniejach międzynarodowych, ale także fakt, że największe kluby Starego Kontynentu już pukają do drzwi zespołów, które mają prawa do naszych zawodników – nie może zostać zmarnowany. Ani przez trenerów, ani menadżerów, ani samych koszykarzy. Cieszy, że jeden z tych najbardziej uzdolnionych trenuje na co dzień we Wrocławiu. Który? Już nie raz o nim pisałem. A jeśli ktoś w dalszym ciągu nie wie o kim mówię, zapraszam do poniedziałkowego wydania „Słowa Sportowego”, w którym podsumuję udział naszych 17-letnich kadrowiczów na MŚ. Tam kilka słów poświęcę także koszykarzowi z Wrocławia.
P.S. Czy to nie byłaby piękna historia, gdyby - powiedzmy - za pięć lat ci zawodnicy (mający wówczas 22 lata) zaczynali stanowić o sile kadry? Za rękę prowadziłby ich doświadczony, 30-letni Marcin Gortat, który jest ich idolem. Takie połączenie talentu i doświadczenia mogłoby zdać egzamin.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz