
Ten drugi, co ze mną bloguje, w ostatnim "Słowie" podsumował zakończony finał NBA. A ja, cóż, jeszcze 2 miesiące temu dałbym sobie rękę uciąć, że Lakers, owszem, będą w finale, ale przegrają z Orlando Magic lub Cleveland Cavaliers. ostatecznie te dwie ekipy pogodzili bostończycy, ale w finale Lakersom rady nie dali. Siódmy mecz tej serii był prawdopodobnie ostatnim w karierze 35-letniego Rasheeda Wallace`a. Co prawda, obowiązuje go jeszcze dwuletni kontrakt z Celtics, ale przed meczem zwierzył się Docowi Riversowi, że chce zakończyć karierę...
Po raz drugi z rzędu mistrzami NBA zostali koszykarze Los Angeles Lakers! W nocy z czwartku na piątek polskiego czasu pokonali w siódmym spotkaniu na własnym parkiecie ekipę Boston Celtics 83:79 i obronili tym samym wywalczony rok temu tytuł. MVP finałów, z braku innego wyboru, został Kobe Bryant.
Los Angeles Lakers mają już na koncie 16 mistrzowskich tytułów. Tylko o jeden mniej od Boston Celtics. Zbliżenie się na dystans tylko jednego mistrzostwa zawdzięczają czwartkowemu zwycięstwu 83:79. Jeszcze po pięciu meczach finałowej serii na prowadzeniu 3:2 byli Celtics, którzy wygrali dwie spośród trzech gier na swoim parkiecie. Ostatnie dwa pojedynki, które padły już łupem Lakers, rozgrywane były w LA. Kalifornijczycy mecz nr 7 zaczęli bardzo nerwowo i nieskutecznie. Do przerwy legitymowali się fatalną 26-procentową skutecznością! Trafili ledwie 13 z aż 49 oddanych rzutów. Cały zespół miał na koncie tylko 6 asyst. Lider Jeziorowców nie potrafił wziąć na siebie ciężaru gry. Kobe Bryant zdobył 8 oczek, trafiając 3 z 14 rzutów z gry. Niespodziewanie najlepszym strzelcem gospodarzy do przerwy był Ron Artest – 12 oczek. Artest jako pierwsza strzelba broniących tytułu mistrzów – to mówi samo za siebie… Jedynym pozytywnym aspektem po stronie gry Jeziorowców była tablica. Do przerwy mieli aż 15 zebranych piłek w ataku! To pozwalało na ponawianie akcji i oddanie aż 49 rzutów. Liderem w tym względzie był Pau Gasol – 10 zbiórek w dwóch pierwszych ćwiartkach. Mistrzowie wykorzystywali brak podstawowego centra gości, Kendricka Perkinsa, który w poprzednim meczu nabawił się kontuzji kolana. Bostończycy mimo fatalnej dyspozycji rzutowej gospodarzy nie potrafili uciec na więcej niż kilka oczek. Na trzecią kwartę wychodzili prowadząc 40:34. Po zmianie stron postawa Lakers wcale się nie poprawiła. Celtics natomiast mądrze prowadzeni przez swojego rozgrywającego Rajona Rondo, odskoczyli na kilkanaście oczek – 49:36 po czterech minutach trzeciej ćwiartki – to była najwyższa przewaga gości. Kalifornijczycy próbowali zmniejszyć straty. Gdy tylko zeszli na sześć oczek, rzutem za trzy ukarał ich Paul Pierce – 18 punktów i 10 zbiórek w całym spotkaniu. Dzięki przewadzeniu w ilości zebranych w ataku piłek i oddanych rzutów wolnych, gospodarze zdołali nawiązać wyrównaną walkę w połowie czwartej kwarty. W odpowiednim momencie przypomniał o sobie słabo spisujący się tego dnia Derek Fisher. Jego rzut trzypunktowy doprowadził do remisu 64:64. Fisher, który był bohaterem swojej ekipy w wygranym meczu nr 3, trafił w czwartek 2-2 z dystansu. Cała drużyna miała jednak tylko 4-20 w tym elemencie! Chwilę później punkty z gry zdobył wreszcie Bryant i Lakers wyszli na kilkopunktowe prowadzenie! W ciągu ostatnich 90 sekund oba zespoły zdobyły aż po dziewięć punktów! Nagle seriami zaczęły wpadać rzuty z dystansu. Najpierw, przy wyniku 76:70 dla Lakers, trójką popisał się Rasheed Wallace. W ten sam sposób natychmiast odpowiedział mu Ron Artest (w całym meczu 20 punktów; 2-7 za trzy). Następne dwie trójki rzucili Ray Allen i Rajon Rondo i przewaga Lakers zmalała do dwóch oczek na kilkanaście sekund przed syreną kończącą spotkanie. Gospodarze nie pozwolili sobie jednak odebrać prowadzenia. Wygrali 83:79, mimo że trafiali z gry na poziomie tylko 32 procent! Ważne jednak, że oddali aż 12 rzutów więcej, które wynikały z przewagi na tablicach – Lakers zebrali aż 53 piłki, z czego 23 w ataku! Bostończycy uzbierali 40 zbiórek (8 w ataku). Poza tym Kalifornijczycy zdecydowanie częściej stawali na linii rzutów wolnych. Trafili 25 spośród 37 prób. Goście oddali tylko 17 rzutów za jeden punkt. Zbiórki, rzuty osobiste oraz pomoc w postaci punktów Rona Artesta okazały się decydującymi elementami w tym jakże emocjonującym meczu, w którym obie ekipy były jakby sparaliżowane. Znany z waleczności i zmiłowania do fizycznej walki Artest w takiej właśnie grze czuł się najlepiej.
Dzięki zwycięstwom w meczach nr 6 i 7, w których górą była defensywa, Lakers wywalczyli drugi z rzędu i 16. w historii mistrzowski tytuł. MVP finałów został Kobe Bryant, który w siódmym spotkaniu zdobył 23 punkty, przy fatalnej skuteczności 6/24! Blisko połowę ze swojego dorobku uzbierał z rzutów wolnych. Ostatni finał, w którym obie ekipy musiały rozegrać cały dystans, aby wyłonić spośród siebie zwycięzcę, odbył się w 2005 roku. Wówczas Detroit Pistons uległo San Antonio Spurs 3:4. Wcześniej, w finale sezonu 1993-94 Houston Rockets pokonało New York Knicks takim samym stosunkiem. Tegoroczny finał NBA był dopiero trzecim od ponad 20 lat, w którym rozegrana została maksymalna ilość meczów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz