Porażka w ćwierćfinale z beniaminkiem z Sopotu to dla Turowa kompromitacja. Ale nie jedyna – cały kończący się sezon to dla zgorzelczan pasmo niepowodzeń, przede wszystkim sportowych, a te miały związek z organizacyjnymi. Bo za takie uważam szereg nietrafionych decyzji personalnych oraz brak jasnej polityki informacyjnej klubu. Chybione transfery, ciągłe zmiany kadrowe, zmiana trenera i wiążące się z tym słabe wyniki sportowe to jedna strona medalu. I strzał w dziesiątkę, jakim było sprowadzenie znakomitego środkowego Michaela Wrighta, nie może tego przysłonić, bo transferowy bilans w ogólnym rozrachunku jest na dużym minusie. Druga strona to zaniedbania wizerunkowe. Przez trzy poprzednie lata klub ze Zgorzelca zbudował sobie opinię profesjonalnego, wypłacalnego i bardzo dobrze zorganizowanego (duża w tym zasługa byłych prezesów, m.in. Arkadiusza Krygiera oraz Piotra Waśniewskiego i ich profesjonalizmu). Ale w tym sezonie ten wizerunek został mocno nadszarpnięty. Zaczęło się od kłótni zawodników z trenerem podczas meczu. Później wszystkich zszokowała informacja o zwolnieniu jednego z filarów Turowa – Roberta Witki, za udzielenie niepochlebnego wywiadu (przyznał, m.in. że Turów nie ma atutów w starciu z Polpharmą). Do tego doszło wyproszenie z hali kibiców, którzy za pośrednictwem transparentu („Cały zarząd do wymiany, więcej z wami nie ugramy”) wyrazili dezaprobatę dla działań osób rządzących klubem. Mało tego, niemal każdy brud był prany publicznie. Do prasy wyciekła m.in. informacja o braku wotum zaufania dla trenera Urlepa, jakie wyrazili koszykarze w głosowaniu podczas jednego z treningów. Te zdarzenia przez pracowników klubu komentowane były zazwyczaj nieudolnie i zbyt późno, pogłębiając w ten sposób wrażenie chaosu komunikacyjnego oraz braku jasnej polityki informacyjnej. A na tym cierpiał wizerunek klubu i jego sponsorów. I cierpi nadal, bo w ostatnich dniach były już koszykarz spod znaku Tura Justin Gray za pośrednictwem jednego z portali internetowych poinformował, że ma trudności z odzyskaniem należnych mu pieniędzy. Nawet jeśli to tylko nieporozumienie, to kładzie się cieniem na klubie. Budowanie pozytywnego wizerunku trwa latami, ale zniszczyć go można bardzo szybko.
Skoro sezon dla zgorzelczan się zakończył, to nastał czas podsumowań, a te nie są dla Turowa korzystne. Pytanie, czy ludzie odpowiadający za błędy, których w klubie popełniono sporo, zostaną rozliczeni? Jeśli nie, to boję się, że w kolejnym sezonie czeka nas powtórka z rozrywki…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz