
Nie od dziś wiadomo, że najmocniejszą bronią silnego skrzydłowego PGE Turowa Zgorzelec – Roberta Witki – są rzuty za trzy punkty. Jak na gracza podkoszowego Witka bardzo często wychodzi na obwód, skąd jest skuteczny aż do bólu. Naocznie po raz kolejny przekonałem się o tym (a doświadczyli tego przede wszystkim koszykarze Polpharmy Starogard Gdański) w środę w Zgorzelcu. Odpuszczanie przez obrońców Witki stojącego z piłką za linią 6,25 m, to koszykarskie samobójstwo.
W środę szczególnie w pierwszej połowie, Turowowi nie szło, przegrywał kilkoma punktami z Polpharmą, ale Witka miał swój dzień konia. W drugiej kwarcie (tak, tak, w ciągu zaledwie 10 minut), pięć razy z rzędu trafił za trzy punkty! W sumie w pierwszej połowie meczu zdobył 20 oczek (w tym 6/7 za 3). To nic, że w drugiej połowie pan Robert punktów już nie zdobył. Później punktowali inni. Ale jego trafienia w pierwszej części meczu sprawiły, że Polpharma, która mogła do przerwy prowadzić w Zgorzelcu różnicą nawet kilkunastu punktów… przegrywała 42:46.
Ręki do rzutów z dystansu Witce pozazdrościć mogą klubowi koledzy, którzy występują na pozycjach obwodowych. Szczególnie dotyczy to niskich skrzydłowych: Krzysztofa Roszyka i Konrada Wysockiego, którzy – delikatnie mówiąc – z dystansu rzucają przeciętnie. Ten ostatni, Niemiec urodzony w Rzeszowie, w meczu z Polpharmą po raz pierwszy do protokołu wpisany został jako Polak (ma już potwierdzone obywatelstwo).