piątek, 11 września 2009

Wrocławskie reminescencje

EuroBasket w stolicy Dolnego Śląska gościł zaledwie 3 dni. Teraz koszykarze przenieśli się do Łodzi. Ja do rodzinnego miasta Marcina Gortata i Macieja Lampego wybieram się dopiero w poniedziałek – redakcyjne obowiązki zatrzymały mnie na weekend we Wrocławiu (przygotowujemy m.in. specjalne wydanie „Słowa Sportowego” na 27. Wrocław Maraton, który już w najbliższą niedzielę + bieżący numer „Słowa” na poniedziałek) i, niestety, mecz z Serbią obejrzę tylko w TV. Ale to nie znaczy, że zabraknie komentarzy na blogu – wręcz przeciwnie! Jutro przed meczem zamieszczę tu rozmowę z Michałem Ignerskim. Rozmawialiśmy m.in. o tym, czy 2,5 dnia to wystarczający czas, żeby koszykarze nabrali świeżości przed meczem z Serbią i czy wówczas Polska może grać znów tak fantastycznie, jak w meczu z Litwą. Ale o tym jutro. Dziś porcja subiektywnych wspomnień około meczowych z Wrocławia. Oczywiście wszyscy do dziś żyjemy meczem z Litwą (i pewnie będzie tak do kolejnej wygranej naszych orłów – oby do soboty), ale mnie w pamięci zostało jeszcze kilka rzeczy. Dwie postaram się zilustrować ;)

Po pierwsze: Red Foxes. Występy ukraińskiej grupy tanecznej, która zabawiała publiczność w przerwach meczu były naprawdę fajne. To był taki powiew świeżości po opatrzonych już wiele razy (choć ciągle fajnych) Wrocław Cheerleaders. Lisice, które tańczyły m.in. podczas IO w Pekinie, to naprawdę zespół z klasą. I to nie jest moja osamotniona opinia – trzeba było widzieć, jaki entuzjazm u kibiców w Hali Stulecia, budził każdy ich występ. U kolegów dziennikarzy również ;)







Po drugie: kibice z Litwy. Bardzo fajna grupa, która jeździ za swoim zespołem po całym świecie, bo na Litwie koszykówka to sport narodowy. Litwini we Wrocławiu byli bardzo widoczni na ulicach, w knajpach na Rynku (jeden z pubów specjalnie na czas EuroBasketu wprowadził do sprzedaży litewskie piwo – podobno był to strzał w dziesiątkę!). Odwiedzili nawet tłumnie… wrocławskie ZOO, które mieści się vis a vis Hali Stulecia. To dzięki tej grupie (a według różnych danych było ich od 1200 do 2000) na meczach bez udziału Polaków hala była prawie pełna i był głośny doping. Byłem pod wrażeniem organizacji ich dopingu – są bardzo zgrani, głośni, mają kilkanaście wielkich bębnów, flagi, trąbki i zawsze są barwnie ubrani. W tramwajach po meczach często bratali się z kibicami z Polski, co kończyło się wspólną wysiadką w okolicach Rynku i wspólnym biesiadowaniem do rana ;) Nawet po ostatnim meczu (Litwa – Bułgaria) cieszyłem się ze zwycięstwa Litwinów. Raz, że oni (nawet w słabszej formie) mają większe szanse niż Bułgarzy, by wyrywać zwycięstwo naszym grupowym rywalom – Serbom, Hiszpanom czy Słoweńcom, a dwa, że ten turniej bez tak barwnych kibiców jednak coś by stracił.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz